HTML

niedziela, 6 maja 2018

WIERSZ ABSTRAKCYJNY.

Hen coraz to wyżej i wyżej,
sięgam nieba i gwiazd,
Zdobywam góry,
skalne szczyty i wniesienia,
polne dróżki.

Czego pragnę?
Coraz to szybciej się przemieszczać
i pokonywać coraz to nowe przeciwności losu
i znosić trwogę w sercu.
Ciemniej, coraz ciemniej
- zgasła wszelka iskierka nadziei?

Słońce znów zejdzie,
kolejny dzień przeminie.
Och gdzie, gdzie sięgają moje oczy?
Dosięgam nimi coraz to wyższego pułapu,
ale nie widzę wszystko.

Kieruję moje uczucia,
co nie więdną jak kwiat,
są wiecznie żywe,
są wiecznie stałe,
choć nie skalane.

Są jak siła, która wszystko złącza,
Jest tylko jedna siła co łączy bardziej - czas.
Czy patrzę horyzontalnie?
Czy patrzę rzeczowo?
Na te odpowiedzi, wciąż brak.

Donikąd, znikąd
ratunku i pomocy - nie płaczę,
bo łzy już dawno wyschły,
tylko oczy są zmęczone,
zmęczone, ale żywe.

Aż po ich kres, kres wędrówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz